Na ten ślub czekałem długo. Było kilka powodów. Małgosia i Igor to wspaniali ludzie, mieszkają w Warszawie, ale na swój ślub zaprosili mnie do Sulęcina k/Gorzowa Wielkopolskiego. To tutaj mała Gosia dorastała. Daleki wyjazd był dla mnie bardzo wartościową przygodą, bo kocham to robić. Miałem okazję poznać tutejsze nieco odmienne zwyczaje i tereny, które koniecznie musieliśmy wykorzystać do krótkiej sesji ślubnej. Krótkiej, ponieważ temperatura powietrza w tym czasie nie wzrastała powyżej -10 stopni. Samo przyjęcie weselne odbyło się w kameralnym gronie i w nieco bardziej alternatywnym stylu, który szalenie mi się spodobał. To potwierdza tylko moje przekonanie, o tym że najważniejsza i najpiękniejsza w całym ślubnym przedsięwzięciu jest miłość. Przedstawiam Wam gorące uczucie w mroźnym otoczeniu.